g

g
Na blogu znajdziecie mnóstwo szablonów na blogspota o przeróżnej tematyce. Już stworzone i do ogólnego użytku znajdują się w galerii. Gdyby nie było tam waszej wymarzonej pracy to zawsze możecie zamówić coś specjalnie dla Was. Polecam także zaglądanie do zakładki z propozycjami. Tworząc nowe, wolne szablony zawsze kieruję się waszymi pomysłami. Raz w tygodniu pojawia się recenzja wybranej przeze mnie rzeczy. Bardzo często są to książki, ale czasem zdarzają się też inne produkty. Najczęściej publikuję je w okolicach weekendu. O nowościach zawsze informuję na moim Facebooku. Prócz grafiki i recenzji publikuję wszelkiego rodzaju posty z przemyśleniami. Jest to bardzo szeroka kategoria i może pojawić się dosłownie wszystko. Piszę o tym, co aktualnie siedzi mi na duszy, co mnie zaciekawiło i uważam, że może być to również interesujące dla Was.

11.06.2016

Recenzja - "Syrena"

Tytuł: Syrena | Autor: Tricia Rayburn | Cykl: Syrena | Gatunek: fantastyka
 
Czasem mam wrażenie, że pisarze nie wymyślą już nic oryginalnego. Wolą powtarzać schematy, sięgając po stworzenia, o których pisano już setki razy. Powiedzcie – ile znacie książek o wampirach czy wilkołakach? Ja od ręki mogłabym wymienić  dziesięć tytułów, a jeśli dacie mi kilka minut na zastanowienie się, to powstanie jeszcze dłuższa lista. Syreny natomiast… syreny to zupełnie inna sprawa. 

Wakacje, jak każde inne. Panny Sands przyjeżdżają do Winter Harbor, by opalać się, pływać i w pełni korzystać z życia. Starsza z sióstr, Justine, niedługo zaczyna naukę na jednej z prestiżowych uczelni. Ma kochającego chłopaka, szczęśliwą rodzinę i masę przyjaciół. Nic nie zapowiada tragedii, która ma się niedługo wydarzyć.

Kiedy Justine znika, a kilka godzin później ocean wyrzuca jej ciało na brzeg, wszyscy są w szoku. Niektórzy podejrzewają, że to samobójstwo, inni stawiają na nieszczęśliwy wypadek. Jedynie Venessa wierzy, że tamtej nocy zdarzyło się coś więcej. Krótko po pogrzebie wraca do Winter Harbor i odkrywa, że tak naprawdę nie znała swojej siostry. Justine miała tajemnice, o których nie wiedzieli nawet jej najbliżsi.
Gdy fale wyrzucają kolejne ciała, Venessa wie, że musi się pośpieszyć i odkryć, co tak naprawdę się wydarzyło. Jeśli tego nie zrobi, zginie wiele osób. 
„Potem uciekasz. Bo jedyną rzeczą gorszą od tego, że jej nie ma, jest to, że ty nadal tu jesteś.” 
Lubię książki, które naznaczone są jakimś dramatem. Śmierć jest jednym z tych wątków, który niezwykle silnie oddziaływuje na bohaterów i czytelników. Pisarz ma do wyboru stworzenie arcydzieła lub totalnego gniotu. Rzadko kiedy udaje mu się trafić gdzieś pomiędzy, tak jak w przypadku „Syreny”. Z pozoru wszystko jest okey, Pani Rayburn pisze bardzo dobrze, nie brak tu ciekawych opisów i nawiązań do zmarłej Justine, które pojawiają się niespodziewanie, ale… ale mimo to ani razu w moich oczach nie pojawiły się łzy. Z natury jestem płaczką i łatwo się wzruszam, ale podczas tej lektury byłam zupełnie obojętna. Fabuła, chociaż interesująca, nie wywołała we mnie wielkich emocji.

Tym co wyróżnia tę książkę jest wątek syren. Przez chwilę zastanawiałam się, czy w ogóle powinnam o tym pisać, ale uznałam, że autorka i tak zdradziła tyle informacji w tytule, że już nie mogę bardziej zaszkodzić. W każdym razie pierwszy raz  zetknęłam się z tym, że to właśnie te stworzenia grają pierwsze skrzypce. Pomysł nie dość, że ciekawy, to jeszcze dobrze wykorzystany. Jeśli spodziewacie się, że syreny to miłe, urocze stworzenia, to jesteście w błędzie. W książce Pani Rayburn potwory z mitów są takie, jak być powinny. Chwała za to, bo nie zniosłabym, gdyby spotkało je to samo, co wampiry w „Zmierzchu”. Brokatowi i słodyczy mówię stanowcze „nie”. 
Najlepsze w bohaterach jest to, że są zwyczajni. Ostatnio ktoś z Was powiedział mi, że denerwuje go to, iż główne postacie zawsze muszą być pyskate i nie wiadomo jak utalentowane. Tutaj tego nie było. Venessa, Simon czy Justine to postaci z krwi i kości. Mieli swoje marzenia i lęki, przez co byłam skłonna uwierzyć, że istnieją naprawdę.

Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że kilka razy byłam zaskoczona. W „Syrenie” nie brak niespodziewanych zwrotów akcji. Zdarzało się, że byłam pewna, jak ta historia się skończy, a potem, znienacka, pojawiały się nowe fakty, które wszystko komplikowały. Prócz wątku kryminalnego mamy tutaj również skromną dozę romansu. Nie jest  jednak na pierwszym planie. Bohaterka nie zapomina o swojej siostrze i to na niej skupiają się jej działania. 

 Syrena” nie jest arcydziełem, ale też nikt nie mówił, że musi nim być. Jest to przyjemna, dobrze napisana książka. Każdy, kto potrzebuje pewnej dozy świeżości i lubi mitologiczne stworzenia, powinien po nią sięgnąć. Gwarantuję, że szybko ją przeczytacie i nie będziecie zawiedzeni.

Nie wszystkie wątki zostały zamknięte, dlatego nie mogę się doczekać, jak ta historia potoczy się dalej. Jak tylko uzbieram pieniądze, planuję wybrać się do księgarni i kupić kolejne tomy z tej serii. Już nie mogę się doczekać!

8 komentarzy:

  1. Bardzo lubię tę serię, chociaż nie przeczytałam jeszcze ostatniej książki ;) Ciekawa jestem jak zakończy się cała historia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. witam chciałam poinformować, że ściągnęłam szablon

    http://szablony-strayheart.deviantart.com/art/Szablon-Nr-1352-474322818

    muszę zobaczyć czy u mnie działa :).

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam!
    Chciałam powiedzieć, że macie piękne szablony.
    Po zapoznaniu się z regulaminem, informuję że ściągnęłam szablon :)
    http://ejkonke.deviantart.com/art/1064-444310799

    OdpowiedzUsuń
  4. Cytuję ten fragment: "Czasem mam wrażenie, że pisarze nie wymyślą już nic oryginalnego. Wolą powtarzać schematy, sięgając po stworzenia, o których pisano już setki razy."
    Jeżeli takie jest twoje zdanie Jill, to znaczy, że nie czytałaś serii "Wojownicy" autorstwa Erin Hunter. Nie chcę wyjawić wszystkiego, jednak to mogę chyba napisać: Od wieków cztery klany wojowniczych kotów dzieliły las według praw ustanowionych przez przodków. Jednak jeden z nich odrzucił odwieczny porządek, stwarzając zagrożenie dla pozostałych.

    Bezwzględne koty z Klanu Cienia otaczają siedlisko walecznych, choć mniej licznych kotów z Klanu Pioruna. Błękitna Gwiazda, ich przywódczyni, i jej dumni wojownicy – Lwie Serce i Tygrysi Pazur – nie poddadzą się bez walki, zdecydowani bronić za wszelką cenę swoich pobratymców i młodych.

    Gdy sytuacja wydaje się beznadziejna, w lesie pojawia się zwyczajny, domowy kot, o którym mówiło proroctwo i który odmieni losy tych ziem... Kotem tym jest Rdzawy :)
    ~~~Pozdrawiam, Rose.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na okładce książki pojawił się też taki cytat:
      "Jest równie dobra co Harry Potter czy Władca Pierścieni. Mocne słowa? Są w pełni zasłużone."
      TeenInk

      I zgadzam się z tym, gdyż sama czytałam te książki. Muszę też przyznać (co jest trochę głupie) czułam się jak u boku Rdzawego (Ognistej Łapy) i Szarej Łapy, razem z nimi walcząc o honor i przetrwanie. Razem z nimi zdobywając coraz to więcej... Naprawdę można się w to wciągnąć, bo założę się, że nawet gdybym się paliła, to i tak bym nie wiedziała.

      Usuń
    2. Rose, po pierwsze, chciałabym Ci podziękować za każdy komentarz :) To bardzo miłe, że wchodzisz i komentujesz. Dla takich osób chce się prowadzić bloga :)
      Co do napisanej przez Ciebie książki to rzeczywiście nie miałam z nią styczności. Brzmi ciekawie, aż ją sobie wygogluję i jak tylko będę mogła to kupię :) Jest teraz na mojej liście must have!

      Usuń
  5. Cześć. Pobrałam szablon http://weasleyowa.deviantart.com/art/Szablon-by-Weasleyowa-numer-1223-462160365
    PS. Wszystkie szablony są piękne.

    OdpowiedzUsuń
  6. pobrałam szablon nr 500 (Dianna Agron) na http://przewrotny-los-milosci.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń